sobota, 8 czerwca 2013

Pierwszy rozdział -.-' Proszę, wstaw się za mną Zero...

Rozdział I: Wspólne przeznaczenie ~los~

 

Wpadające przez okno promienie słoneczne, oświetlały twarz Lorelainne, nie wyrażającą absolutnie żadnych emocji. Przecież niemożliwe było że osoba, która od dziecka uwielbiała ciepłe słońce na swych rumianych policzkach, mogła spać podczas tak pięknego ranka, mimo to, miała wciąż przymknięte powieki. Panowała cisza i to nie była cisza, jaka zazwyczaj mieszkała w ponurej rezydencji. Ta cisza wydawała się... Martwa. Nie mąciła ją nawet woda przepływająca z jednej do drugiej części dużej klepsydry, znajdującej się na szafce nocnej, obok łóżka dziewczyny, ale teraz... Przeźroczysta ciecz przelała się, dziewczyna gwałtownie otworzyła oczy i powiedziała niby sama do siebie: "Już czas.", jednak prócz tego nie było w tym nic niezwykłego. W pomieszczeniu mieściła się spakowana dawno walizka. Nastolatka ubrała się również w wytworne, aczkolwiek wygodne ubrania. W końcu się tak dziwnie składało, iż to kolejna podróż ów niewiasty. Dopiero kiedy usiadła na krześle przed toaletką, zaczęła mówić:
- Żyć, albo nie żyć? Oto jest pytanie... - a recytowała to z takim zamiłowaniem i oddaniem, że William Szekspir nie miałby jej tego za złe, gdyby nie jej twarz bez wyrazu. - Ojej, przerabiam Szekspira, jak nisko upadłam! - na jej twarzy nadal brakowało choćby najmniejszej oznaki uczuć. Oprócz tego w lustrze jakby przez chwilę zobaczyła inną osobę, bo w pewnym momencie na jej twarzy poczęło malować się zdziwienie, zaś jedynie przez krótki odstęp czasu. Później zeszła na dół. Jej służący od dawna tam czekał. Pomimo braku wzroku, usłyszał jak Lorelainne zeskakuje po schodach, więc ukłonił się i podał na tacy śniadanie. Po spożyciu posiłku, dziewczyna wyszła na dwór. Zastała karetę zaprzęgniętą w dwa wspaniałej maści konie czystej krwi angielskiej. Kiedy bagaże dziedziczki zostały dobrze przymocowane na powozie, a sama dziewczyna narzuciła na siebie granatową pelerynę, która zasłaniała jej prawie całą twarz, konie ruszyły z kopyta. Woźnicą oczywiście był Kuruku. Był on jej jedynym sługą i zaufanym przyjacielem, a to wszystko dlatego, że jej mama (będąc jeszcze człowiekiem) uratowała mu życie, zaś on złożył przysięgę, na mocy której aż do śmierci będzie służyć rodowi Kerutano. Wracając do opowieści... Nie wiadomo czemu Lorelainne przywróciła Nocne Klasy. Sama się nad tym zastanawiała... Podróż do akademii bardzo się jej dłużyła. Już od wczesnego ranka była na nogach. Teraz zaledwie przyglądała się ruchomym obrazom, siedząc w powozie. Wreszcie dotarła do szkoły... Co prawda świat spowiła dawno ciemna noc, więc Nocna Klasa na pewno miała te swoje zajęcia, lecz Lorelainne to jakoś niespecjalnie obchodziło. Padał nieprzerwanie długi, obfity deszcz. Bardzo podobny do tego, który nastąpił ledwie niedawno. Tyle, iż teraz brakowało grzmotów. Wyglądało to trochę jakby najpierw ktoś płakał ze złości, a potem dopiero zorientował się, co zrobił i począł ubolewać nad swoim czynem oraz prosić o wybaczenie.
 - Jakie miłe powitanie... - westchnęła z dezaprobatą Lorelainne, ostrożnie zstępując na zimny, mokry grunt. Niespodziewanie zawiał wiatr, przy czym zsunął jej kaptur. Na pewno nie jest łatwo chodzić na obcasach i to podczas tak złośliwego opadu... Z okna w akademii dziewczynę ktoś obserwował... Jednak ona, jak to ona nie dostrzegła tego, ponieważ jak zwykle była zajęta własnymi ciągłymi narzekaniami.
 - Pamiętaj, że będę cię obserwował, droga panno Kerutano, cokolwiek zamierzasz. - oświadczył Kaname siedząc w skórzanym fotelu  z wzrokiem typowym dla pragnienia odwiecznej zemsty. Wokół niego znajdowali się jego najbliżsi przyjaciele, co zresztą było codziennością. Cała oddana mu gromadka: znudzony Akatsuki, nieco zaskoczona słowami Kaname Ruka, Senri i Rima, niezainteresowani zaistniałą sytuacją i zajęci sobą, Takuma, próbujący dociec kim jest owa "panna" i Hanabusa. A jaki nastrój miał ostatni z wymienionych? Dobre pytanie! Typowy? Nie wydaje mi się. Słowem jednym nie dałoby się go opisać! Kiedy przyjechał powóz, nie powiem, Aido wydawał się zaciekawiony. W końcu minęło kilka dni od rozpoczęcia roku szkolnego... Zresztą zżerała go ciekawość, na które zajęcia będzie uczęszczać owa osóbka. "Oby tylko nie na nasze. Już wystarczy, że jedną szurniętą mieliśmy, co latała od ławki do ławki i węszyła dla Shizuki." - pomyślał ze zgrozą wtedy chłopak i aż wzdrygnął się na samą myśl o tej wrednej wampirzycy - Marii Kurenai. Ale jakby nie patrzeć... Od pierwszego dnia szkoły minęło zaledwie parę dni, Shizukę zabił Kaname, więc można by powiedzieć, iż wszelkie zło zostało zniszczone. No, właśnie! A co się stało w momencie odkrycia jej nieskazitelnej twarzyczki oraz pięknych, jedwabnych włosów przez niesforny wiatr? Pytanie! Trafił w niego piorun, choć wcale nie zapowiadała się burza! Chyba wiecie co mam na myśli? Jej włosy zostały uprzednio tylko częściowo spięte, a jednak Hanabusa zaczął się nagle rumienić jak oszalały! Co wtedy czuł? Hm... Na pewno po części zauroczenie, gdyż niekrycie spodobała się mu, zaskoczenie, że jest ktoś taki, co go potrafi swą urodą oczarować i nadal przecież zaciekawienie, bowiem nadal nie było kim jest i do której z klas dołączy przybyszka. Aż mu serce zabiło szybciej... Począł od razu palić się ze wstydu, ponieważ teraz lepiej byłoby, żeby chodziła do Klasy Nocnej, bo mógłby ją bliżej poznać. Wpatrywał się w tę szybę i wzroku od nań nie mógł oderwać. Tymczasem Lorelainne nie wiedząc, co się święci, stała i czekała, aż niewidomy zniesie jej walizkę. Może to zabrzmi okrutnie, ale coraz bardziej się niecierpliwiła, tuptając nóżką rytmicznie. Choć dziewoja miała na sobie pelerynę, to po jej głowie ciągle spływały krople deszczu. Ani myślała jej przykryć! Ani myślała ustąpić kroplom wody, które i tak powoli przestawały kapać. Kuruku ostrożnie zdjął walizkę. Chciał nawet dalej ją poprowadzić, gdyż była wyposażona w kółka, ale Lorelainne mu w tym przeszkodziła.
 - Poradzę sobie już sama. Ty wracaj do domu i bądź jego strażnikiem.
 - Ależ panienko... - zaczął pachołek. - Wypełniłeś swoje zadanie. Dziękuję. - odezwała się z z lekkim uśmiechem Lorelainne. Kuruku chciał jeszcze coś dodać, jednak zastosował się bezkrytycznie do poleceń swej "panienki" i odpowiedział tylko krótkim "Tak jest." Pogonił konie i odjechał z terenu szkoły, jak to się można było tego spodziewać. Deszcz ustąpił lekkiemu zachmurzeniu, lecz nadal nie było widać księżyca. Lorelainne jeno westchnęła i pociągnęła walizkę za sobą. Hanabusie aż serce podskoczyło.
Rzucił ino krótkie "Idę ją powitać!" i już go nie było. Akatsukiego naszła obiekcja, czy owa nieznajoma na pewno będzie uczennicą Nocnej Klasy, dlatego spytał przewodniczącego, kim ona jest, a on odrzekł na to tak:
 - To nieistotne. W końcu i tak ujawni się jej prawdziwe oblicze. Natomiast do czasu nadejścia tej chwili... Powierzam ci opiekę nad Aido oraz... Zapewnienie jej bezpieczeństwa w drodze do pokoju. - przewodniczący nadal wpatrywał się w okno.
Natomiast po dłuższej chwili zniecierpliwiony zwrócił głowę w stronę Kaina. - Czy wyraziłem się jasno? - rudowłosy mimowolnie zrobił krok w tył.
 - A, tak! - zakomunikował szybko i ruszył śladem kuzyna. "Super! Po prostu super!" - myślał nerwowo. - "Jeszcze tego brakowało, żeby zakochał się w jakiejś śmiertelniczce! Nieważne... Muszę go znaleźć! Inaczej wszyscy będziemy mieli kłopoty."
Natomiast ów blondyn wcale się tym nie przejmował, raczej rozmyślał nad tym, co powie nieznajomej, jeśli faktycznie dojdzie do ich spotkania. W pewnej chwili naszła go taka myśl: "A co jeśli ona jest człowiekiem?!". Dzięki intensywnemu myśleniu, rozwiał własne wątpliwości. "Na tym świecie nie znajduje się nic, czemu nie dam rady!". Ku swojemu wielkiemu zdumieniu, w chwilę potem pojawił się przed nim jego brat cioteczny. Wiedział, co chce zrobić. Szybko otrząsnął się z transu i oznajmił pewny siebie: "Nie powstrzymasz mnie!", jak również posłał w jego kierunku lód. Rozległ się wielki huk... Zapewne okazałoby się, że to zwykły grzmot, gdyby nie wydawał się tak silny, iż spowodował zgaśnięcie wszystkich poniekąd niektórych zapalonych świateł w całej Akademii. W skutek tego wydarzenia szkoła przyjęła jeszcze bardziej ponurą aurę. Blondynka tylko wzruszyła ramionami. Nie zrażając się w ogóle podeszła do drzwi. Już, już wyciągała dłoń, by otworzyć drzwi, gdy nagle same się otworzyły. Za nimi stała postać, skąpana w czeluściach czerni.
A sweet dream has just begun ...

_________________________
Taaak... Uf... Pierwszy rodziałik skończony. A co do napisu końcowego to po angielsku oznacza mniej więcej: A słodki sen dopiero się zaczyna... ;) Wiem, wiem służący Lorelainne ma głupie imię, ale takie na końcu dla niego wymyśliłam xd A i tak dokończyłam ten chapter dopiero, jak udało mi się zreanimować komputer. Nie pytajcie...

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nowy rozdział na opo.xx.pl, zapraszam :)

Przeczytam w wolnej chwili, teraz muszę złazic z kompa ;)

Unknown pisze...

spoczko, u ciebie też na nowy czekałam xd

Anonimowy pisze...

Faktycznie krótki rozdział, u nas to pewnie byłaby ledwie scanka bądź dwie xd
Hm, no dalej jeszcze nie wiem, co o tym myslec. Muszę poczekac na rozwój akcji, bo to zaledwie mały zalążek.
Błędów trochę jest, ale w sumie nie więcej niż u standardowych "pisarzy"-amatorów, więc nie jest źle.
Okładka całkiem ładna ;)
Pozdrawiam ;)

Unknown pisze...

Ech... Z ust mi wyjęłaś te słowa Ayu. Spieszyłam się, bo w poniedziałek jechałam na wycieczkę dwudniową i musiałam się pakować -.-' Rozdział miał być dłuższy, lecz koniec końców i tak nie zdążyłam wstawić całego ;______; Teraz myślę nad edytowaniem posta oraz czy by czasem nie wstawić dwa razy dłuższego niż zakładałam chapter'a... >.<

Anonimowy pisze...

Jak tam chcesz ;p

Nowy rozdział na opo.xx.pl :)

Unknown pisze...

Ach, no nareszcie! Właśnie myślałam czy zapomnisz wstawić tak jak ostatnio xd A ja przyszłam dopiero ze szkoły, więc wiesz :x Może w wakacje sobie poćwiczę pisanie, bo teraz nie chce mi się, a straciłam wprawę ;p

Maggie pisze...

Podoba mi się ten rozdział. Pisz dalej, fajnie się zaczyna!
Oh God...*westchnęła* sama muszę iść coś napisać... Odezwę się! Nie zapominaj o mnie :)
Sayonara!

Unknown pisze...

Nie martw się nie zapomnę ;) Zawsze odwiedzam ulubione blogi :D Nawet za cenę siedzenia w pracowni komputerowej, choć teraz już tak nie ma ^^' A teraz, czy jeśli mogę spytać... Co ci się najbardziej tu podobało? =)

Katherine pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Katherine pisze...

Wybacz usunięcie, przy pierwszym komentarzu pomyliłam blogi. A teraz właściwy:
Bardzo fajny rozdział. Masz ogromny talent :).

Katherine pisze...

Serdecznie dziękuję za nominację do VERSATILE BLOGGER :).

Unknown pisze...

Nie ma za co ^^ Myślałam, że już jakiś wampir cię ugryzł i się nie odezwiesz xdd