niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział II: Złudny ślad tęsknoty

 

  - O! To ty jesteś tą nową uczennicą Klasy Dziennej, zgadza się? - zapytała owa nieznajoma z uśmiechem, wyłaniając się z ciemności.
Lorelainne teraz widziała ją w całkiem innym świetle. Wesoła długowłosa brunetka, stojąca przed nią, wydawała się naprawdę sympatyczną osobą. Była całkiem normalna i wcale nie taka straszna, jakoby się mogło tak zdawać na początku. Tylko te tęczówki... Wszędzie by je poznała. Czy ona jak to na wampira Czystej Krwi przystało, nie powinna uczęszczać w chwili obecnej na zajęcia?, zadumała się blondynka.
 - Echm... - brązowowłosa, nie otrzymując odpowiedzi, poczuła się nieco zakłopotana. - Witamy serdecznie w naszej akademii! - zawołała radośnie, wyrywając tym samym naszą bohaterkę z zamyślenia.
 - Co wpadłaś w taką euforię? Pierwszy raz widzisz człowieka czy jak...? - odparła sceptycznie przybyszka. Brunetka niekrycie się zmieszała. Kogoś jej przypominała...
 - Ano... Iie... - zawahała się ciemnowłosa. - To jest... Dyrektor kazał mi cię przyprowadzić, bo dosłownie przed chwileczką nastąpiło drobne spięcie...
 - Aha. - dziewczynę już bardzo dawno znudziło granie postaci, zainteresowanej tak bezsensowną rozmową. - A ty kto?
 - Gomen, gapa ze mnie! - zaśmiała się z samej siebie wampirzyca. - Na imię mi Yuki.
 - Aha... - na twarzy blond dziewczęcia od dłuższego czasu królowało znudzenie. - To idziemy?
 - Jasne! Tylko... - ciemnowłosa kolejny raz się zastanowiła nad swoją wypowiedzią. - Panuje tu kompletny mrok, dlatego proszę, idź krok w krok za mną. - Lorelainne dopiero teraz przyuważyła w ręce Yuki małą świeczkę, palącą się słabym płomieniem. Kerutano tylko pokiwała głową, idąc posłusznie za towarzyszką.
Nie zabrnęły daleko w głęboką ciemność, kiedy nagle źródło ich jedynego światła zgasło.
 - Ojej... - zaniepokoiła się brązowowłosa. - Chyba będzie lepiej, jeśli zaczekamy tu na pomoc... W przeciwnym wypadku można się tu zgubić...
 - Och, daj spokój! - poirytowała się blondynka. - Jesteś przecież wampirem! - pociągnęła koleżankę za sobą. Z niewiadomych powodów Yuki, choć z początku lekko zaskoczona, zaufała Lorelainne, bo nie szarpała się ani nie wyrywała. Kerutano wiedziała, że należy kierować się prosto przed siebie i na pewno nie wracać do wejścia, dlatego tak też uczyniła.
                       
Nie przeszły kilka kroków, gdy ni stąd, ni zowąd doszedł jasnowłosą odgłos czyichś kroków. Obydwie odwróciły się z tym wyjątkiem, iż młoda Kerutano celowała teraz swoją bronią w napastnika! Wampiry faktycznie dobrze widziały, nawet w egipskich ciemnościach, więc Yuki, będąc jedną z nich, potrafiła, również zrozumieć, iż postacią, w którą celowała dziewczyna, był Zero. Lorelainne trzymała go dokładnie na muszce swojego pistoletu, rewolweru, czy czegoś tam. Szczerze? W ogóle nie znała się na broni palnej.
W przeciwieństwie do zaniepokojonej Kuran, srebrnowłosy nie wykazywał żadnej oznaki strachu. Jakby za dobrze ją znał, by sądzić, że strzeli...

Yuki zareagowała automatycznie i w mgnieniu oka pojawiła się przed Kiriyu, osłaniając go.
 - Bardzo cię proszę, przestań! - zrobiła minę zbitego psa, a przynajmniej tak to wyglądało według Kerutano. - My... Jesteśmy prefektami, widzisz? - Yuki wskazała na specjalną opaskę, umieszczoną na zarówno jej, jak i chłopaka ramieniu. Dziewczyna powoli opuściła broń.
 - Co za różnica... Wampir to wampir. - mruknęła, odwracając wzrok. - Lepiej chodźmy, nim nastanie świt.
Mimo, że propozycja blondynki została reszcie bezwzględnie narzucona, wszyscy zgodnie przystali na jej warunki. W końcu... Mieli jakieś inne wyjście?
                                                                    
Droga do gabinetu dyrektora niezwykle im się dłużyła. Na dodatek mijała w milczeniu, jeszcze bardziej potęgując wyczuwalne między ową trójką napięcie.
Yuki, usiłując rozluźnić niemiłą atmosferę zamierzała powiedzieć z wymuszonym uśmiechem "A ty jak się nazywasz?", lecz zanim wydobyła z siebie choćby jedno słowo, złotowłosa wyczuła ręką klamkę i otworzyła drzwi.
Oczom młodej Kerutano ukazał się lekko podstarzały mężczyzna z dość długimi włosami, spiętymi w kucyka. Wpatrywał się w coś, co mieściło się za oknem.
Ku wielkiemu zdziwieniu brunetki, przybyszka obejrzała się za siebie i to nie tak, żeby sprawdzić, czy ktoś za nimi idzie, tylko jakby chciała sprawdzić, kim był ten, w kogo wymierzyła wcześniej swoją broń. Jeszcze bardziej zdumiała się, gdy zauważyła, że blondynka otworzyła minimalnie, a jednak szerzej, oczy. I jakby tego było mało, nic nie powiedziała... Mimo, że Yuki dostrzegła ten mały płomyk emocji w oschłej i twardej jak stal blondynce, wciąż zastanawiała się, kim tak naprawdę jest nowo przybyła dziewczyna. Nim się spostrzegła, odwróciła się  znowu przodem do dyrektora.
 - O, Kerutano-san! Nie wiedziałem, że zjawisz się tu tak szybko! - zaśmiał się uradowany dyrektor, lustrując wzrokiem blondynkę. Musiał mieć trochę opóźniony zapłon, skoro dopiero teraz się zorientował, iż ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym się obecnie znajdował...
 - Do rzeczy! - zniecierpliwiła się Lorelainne. Jakoś nie miała ochoty sterczeć tam cały dzień. Zresztą, już i tak deszcz porządnie ją zmoczył, więc mógłby ktoś łaskawie pozwolić jej w spokoju przebrać się w suche ubrania.
 - Oj, Kerutano-san... - mężczyzna tylko machnął lekceważąco ręką, a blond dziewczę wzdrygnęło się, gdy zwrócił się do niego "Kerutano-san". - Trzeba cieszyć się chwilą! - blondynka popatrzyła na niego jak na wariata, przez co najwyraźniej poczuł się nieswojo i ucichł na chwilę. - W każdym bądź razie... Wezwałem cię tutaj, żeby powiadomić cię, że dołączysz do Klasy Dziennej.
 - Tylko tyle? - zdziwiła się nastolatka. - Nie mógł mi pan od razu tego powiedzieć? - spytała zbulwersowana.
 - Wiesz... - dyrektor po raz kolejny się zafrasował. - Wystąpiły pewne komplikacje, obawiałem się o ciebie Kerutano-san... - młodej damie nie podobał się sposób, w jaki się do niej zwracał, lecz tym razem zachowała spokój i nawet nie drgnęła. - Yuki, Kiriyu-kun... - zwrócił się do pary młodych ludzi, którzy odwrócili wzrok, podczas krótkiej wymiany zdań między łowcą wampirów a nowo przybyłą uczennicą. - Moglibyście oprowadzić ją po szkole? - zapytał z ciepłym uśmiechem. Bardziej brzmiało to jak prośba, niż rozkaz, chociaż blondynce facet i tak nie przypadł do gustu.
 - H-hai! - odparła zgodnie brązowowłosa. Lorelainne właśnie tego się spodziewała. Ani mru - mru. Żadnego słowa sprzeciwu. On tę wampirzycę chyba oswoił... Na to przynajmniej wyglądało.
Za to srebrnowłosy w ogóle się nie odzywał. Miał nieobecny wzrok, jakby nad czymś poważnie się zastanawiał...

Blondynka rzuciła przelotne spojrzenie chłopakowi, a po dłuższej chwili odwróciła się na pięcie i wyszła. Brunetka naturalnie ruszyła za nią. W końcu, co by było, gdyby idąc ciemnymi korytarzami, napotkała na swej drodze jednego ze studentów Nocnej Klasy? Mogłoby się to źle skończyć dla jednego z jej pobratymców... Oczywiście z góry założywszy, że incydent z bronią wymierzoną w drugiego prefekta, nie był czystym przypadkiem, a sama Lorelainne nie posiadała czasem kłów. Choć...
Yuki, nie posiadała takiego małego móżdżka, jakby się mogło na początku zdawać. Wzięła pod uwagę jeszcze jedno - to, że nowa uczennica mogła posiadać rangę Łowcy i przybyła na wezwanie dyrektora, żeby pilnować Nocnej Klasy. Ale przecież już wyznaczono do tego zadania prefektów! To jest... Ją i Zero. Mimo to... Do Kaiena mogły dotrzeć wieści, iż sobie z nimi nie radzą. Tylko kto tu tak naprawdę zawinił, co? Ona czy raczej ten ktoś, co całymi dniami błądził sobie myślami w głąb przeszłości?! Ona się dawno z tym pogodziła. Nigdy nie będą razem. Tak już widocznie musi być. Poza tym... Należała teraz do Kaname, a nie miała najmniejszego zamiaru go zdradzać.



Oczywiście wampirzyca stała na czele pochodu, który oprowadzał nowo przybyłą uczennicę. Za nią szła posępnym krokiem dziewczyna, a drugi prefekt trzymał się na końcu. Przez całą drogę na twarzy blondynki malowała się głęboka melancholia.
Yuki spojrzała na blondynkę przez ramię. Świadomość niebezpieczeństwa nie dawała jej spokoju. W końcu ona posiadała broń i to bez wątpienia na pewne długowieczne istoty, które się w tej szkole uczyły. Młodsza z rodzeństwa Kuran po zapachu bardziej obstawiałaby, że jest człowiekiem, ale coś w jej woni ją niepokoiło. Aczkolwiek mogła się mylić, gdyż nie przyzwyczaiła się jeszcze do swego nowego życia. Lecz wciąż nurtowało ją jedno pytanie: Co Kerutano łączy z Zero? Gdyby naprawdę była łowczynią, wyjaśniałoby to ich skomplikowane relacje i usprawiedliwiałoby jej szok po widoku przemienionego Kiriyu. A co jeśli…? Brunetka potrząsnęła głową, chcąc odegnać od siebie złe myśli. Na pewno nie została tu przysłana w celu zabicia go. Władzę nad całym Związkiem Łowców sprawował teraz pan Yagari i raczej mało prawdopodobne, żeby chciał śmierci swojego własnego ucznia. Chyba, że była kimś w rodzaju najemnika… Ale kto pragnąłby jego śmierci poza jej bratem? Kaname by raczej tego nie zrobił. Nawet nie pofatygowałby się, żeby kogoś wynająć. A jednak uważała, iż już dość wycierpiał, patrząc jak jego ukochana jest przez innego męczona, a ona się z tym w stu procentach zgadzała, bo nie mogło być inaczej. Właściwie to się lekko zdziwiła, gdy po pierwszym ich spotkaniu tutaj, nie pozbawił jej życia. Co prawda, dyrektor mógł maczać w tym palce, ale pożądanie słodkiego łudzenia się i powolnego odkrywania prawdy okazało się zbyt wielkie, by się mu oprzeć. Uznała więc, że bezsensownym jest głowienie się nad tym i lepiej poczekać, aż wszystko samo się rozwiąże.
Nagle odgłos jeżdżących po podłodze kółek walizki Lorelainne zaczął niepomiernie ją denerwować. Nigdy, będąc człowiekiem, nie potraktowałaby tego jako swego rodzaju hałas. A teraz tak było. Łeb jej pękał od każdego usłyszanego dźwięku, a wciąż pojawiały się nowe. Pierwsza myśl, jaka ją w tej chwili naszła, wiązała się z ucieczką, gdzie pieprz rośnie, z dala od wszelkiego źródła bólu. Z drugiej strony… Nie mogła przecież zostawić ich samych, bo nie wiadomo, jakby się to skończyło. Raczej mało prawdopodobne, aby blond panienka skończyła jako jego przekąska, ale lepiej dmuchać na zimne. Tak, czy inaczej... Yuki uspokoiła wreszcie myśli i mogła normalnie funkcjonować. Do, już i tak sporej liczby pytań, dołączyło jeszcze jedno - czy Kerutano widzi w ciemnościach? Nie wierzyła w to, iż dziewczyna jest wampirem, jednak coś jej świtało, że może mieć jakiś związek ze światem nocy. Zazwyczaj wszystkie zapytania kierowała do Kaname, lecz teraz go przy niej nie było i zamierzała poradzić sobie sama. Być może trochę się zagalopowała i wręcz uczuliła na nowo poznaną osobę, natomiast prócz pytań o jej zdolności i relacje, coś jeszcze ją ciekawiło. Choć na to chyba nikt, nawet dyrektor nie zamierzał odpowiedzieć... Kiedyś walnęłaby do każdej uczennicy prosto z mostu, za to w chwili obecnej wolała udawać nieświadomą.
W pewnym momencie wyrwała się z zamyślenia, gdyż dotarli właśnie do pokoju, mającego należeć do jasnowłosej. Na dodatek drugi prefekt je wyminął i skierował się w przeciwną stronę, do swojego akademika.
 - Zero, gdzie idziesz? – zapytała cicho brunetka, pamiętając, która to godzina.
 - Nie chce mi się z wami gadać – odparł jedynie srebrnowłosy, nie zwalniając kroku.
 - Zero – wyszeptała Yuki. Nie mogła za nim pobiec, zostawiając nowo przybyłą uczennicę bez żadnych instrukcji i nie zapytawszy ją wcześniej, czy nie zechciałaby zostać oprowadzona po szkole.
 - Idź do niego – Lorelainne machnęła niedbale ręką. – Poradzę sobie sama.
 - Na pewno? - blondynka pokiwała głową. - W takim razie... - zawiesiła głos, wciąż jeszcze nie wierząc w to, co usłyszała. Jej rozmówczyni najwyraźniej jej nie lubiła, ale potrafiła chociaż okazać trochę serca i zrozumieć zaistniałą sytuację. A może to wszystko było zasługą pozycji, jaką zajmowała czerwonooka? Brązowowłosa już sama nie umiała się w tym połapać. Bądź, co bądź, w chwili obecnej najważniejszy zdawał jej się Kiriyu. Tak więc skłoniła się w geście podziękowania i wyruszyła na poszukiwania chłopaka. Raczej nie uda się jej przemówić mu do rozsądku, choć kiedyś dokładnie jej słuchał. Wbrew powszechnym mniemaniom, zdarzało jej się czasami tęsknić za przeszłością.

                 Gdy dotarła wreszcie do skrzydła męskiego dormitorium, zrobiła krok w przód, a potem poczuła, że nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Usiłowała przełknąć gulę, która zagnieździła jej się w gardle. Nie potrafiła.
                Padał rzęsisty deszcz, więc z coraz to nowszymi kroplami, stawała się bardziej mokra. Stała jak wryta, nie mogąc się poruszyć ani nawet wydusić jednego słowa. Niepotrzebnie tu przychodziła… Lepiej, żeby Zero przemyślał to wszystko w samotności, niźli jeszcze ona miała go dodatkowo strofować… Czegokolwiek jego myśli dotyczą.
                Wampirzyca po raz ostatni obróciła się na pięcie, by odszukać wzrokiem całkowicie skryty za chmurami księżyc, natomiast potem rozpłynęła się pośród nieustających strug wody.
✶✶✶
                Lorelainne zrzuciła przemoczony do suchej nitki płaszcz i padła jak długa na łóżko. Ledwo uraczyła muśnięciem spojrzenia swój pokój, taka była zmęczona. Cóż poradzić? Długotrwała podróż do Akademii, uczyniła z niej prawdziwą szmacianą lalkę, niezdolną do absolutnie żadnego ruchu.           Nastolatka westchnęła znużona. Dopiero zagrała pierwszy akt na scenie, a czuła się, jakby uszły z niej wszelkie siły życiowe. Jeżeli miała tu jakiś czas pobyć, powinna się do swojego nowego lokum przyzwyczaić. Patrzenie na nierozpakowaną walizkę  jedynie wzmagało jej wycieńczenie, więc czym prędzej podniosła oczy ku sufitowi.
                Wyciągnęła otwartą dłoń w górę. Czemu przepełniała ją taka pustka... Przecież nic nie zrobiła. Przeszedł ją zimny dreszcz. Zwróciła swój wzrok na okno. Nadal padało.  Tak się działo, odkąd sięgała pamięcią… Chyba.
Wydała z siebie ciężkie westchnienie. Swoją drogą spotkała ją niezła niespodzianka. Ale i tak się z niej nie cieszyła. Trochę jak Pinokio, napotykający starych znajomych. Zaśmiała się do siebie ponuro. Dokładnie. Biedna, głupia kukła, która zaledwie raz spróbowała wziąć udział w sztuce, a jednak ją to odmieniło. Ona nie zamierzała podzielić jej losu. NIGDY.
 - Gra się zaczyna – powiedziała to na głos, choć w pokoju znajdowała się ino ona. – A właściwie… Już się zaczęła.

̃̃
Na początku powinnam Was przeprosić za tyle czasu zwłoki =.= Rozdział napisany już trzymałam od paru miesięcy, tylko nie umiałam tego przepisać. Trafiło mi się potem zapalenie tchawicy, dlatego… Cóż, brak czasu i tydzień zawalony testami również mówiły same za siebie. Dobra… Ostatecznie go wstawiłam. Wybaczcie,  że nie nagrałam swojego głosu, ale mam drobny problem z mikro i lapem  ;-; Był kłopot z wybraniem broni dla Lorelainne, bo się nie znam, więc… Ostatecznie postawiłam na broń palną, nie wiadomo jakiego modelu xD Widzicie, jak moja kreska kuleje? Ech… Nienawidzę, a jednocześnie kocham rysować -.-‘ Taka ironia. Na dodatek… Nie przeszkadza Wam chyba to, że na okładce jest angielski tytuł? *używała do tłumaczenia starego słownika matki* Wszystkie ładne czcionki nie odpowiadały w moim programie polskim znakom ;/ Soł… Miejmy nadzieję, iż z czasem będzie lepiej. A kiedy wena mi wróci, ruszę na skomentowanie zaległych postów Waszych blogów…
EDIT: Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! Jak pewnie już zauważyliście (zauważyłyście?), zmieniłam tapetę bloga na bardziej nawiązującą do kwitnącej wiśni (sakury). Jako ktoś, kto robił prezentację o Japonii i dostał 50/50 punktów (choć tego tematu mi nie zlecono) spróbuję Wam to jakoś logicznie wytłumaczyć... W Kraju Wschodzącego Słońca podczas wiosny kwitną wiśnie, które niestety nie dają owoców, ale są piękną ozdobą ^^ To tyle xD

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zapraszam na nowy rozdział VN pt. "Pan nieidealny" :)

Aya to Kaori pisze...

Zapraszamy na nowy rozdział :)

Aya to Kaori pisze...

Kolejny rozdział, zapraszamy! :)