- O! To ty jesteś tą nową uczennicą Klasy Dziennej, zgadza się? - zapytała owa nieznajoma z uśmiechem, wyłaniając się z ciemności.
Lorelainne teraz widziała ją w
całkiem innym świetle. Wesoła długowłosa brunetka, stojąca przed nią, wydawała
się naprawdę sympatyczną osobą. Była całkiem normalna i wcale nie taka
straszna, jakoby się mogło tak zdawać na początku. Tylko te tęczówki... Wszędzie
by je poznała. Czy ona jak to na wampira
Czystej Krwi przystało, nie powinna uczęszczać w chwili obecnej na zajęcia?,
zadumała się blondynka.
- Echm... -
brązowowłosa, nie otrzymując odpowiedzi, poczuła się nieco zakłopotana. -
Witamy serdecznie w naszej akademii! - zawołała radośnie, wyrywając tym samym
naszą bohaterkę z zamyślenia.
- Co wpadłaś w taką
euforię? Pierwszy raz widzisz człowieka czy jak...? - odparła sceptycznie
przybyszka. Brunetka niekrycie się zmieszała. Kogoś jej przypominała...
- Ano... Iie... -
zawahała się ciemnowłosa. - To jest... Dyrektor kazał mi cię przyprowadzić, bo
dosłownie przed chwileczką nastąpiło drobne spięcie...
- Aha. - dziewczynę
już bardzo dawno znudziło granie postaci, zainteresowanej tak bezsensowną rozmową. - A ty kto?
- Gomen, gapa ze
mnie! - zaśmiała się z samej siebie wampirzyca. - Na imię mi Yuki.
- Aha... - na twarzy
blond dziewczęcia od dłuższego czasu królowało znudzenie. - To idziemy?
- Jasne! Tylko... -
ciemnowłosa kolejny raz się zastanowiła nad swoją wypowiedzią. - Panuje tu
kompletny mrok, dlatego proszę, idź krok w krok za mną. - Lorelainne dopiero
teraz przyuważyła w ręce Yuki małą świeczkę, palącą się słabym płomieniem.
Kerutano tylko pokiwała głową, idąc posłusznie za towarzyszką.
Nie zabrnęły daleko w głęboką
ciemność, kiedy nagle źródło ich jedynego światła zgasło.
- Ojej... -
zaniepokoiła się brązowowłosa. - Chyba będzie lepiej, jeśli zaczekamy tu na
pomoc... W przeciwnym wypadku można się tu zgubić...
- Och, daj spokój! -
poirytowała się blondynka. - Jesteś przecież wampirem! - pociągnęła koleżankę
za sobą. Z niewiadomych powodów Yuki, choć z początku lekko zaskoczona, zaufała
Lorelainne, bo nie szarpała się ani nie wyrywała. Kerutano wiedziała, że należy
kierować się prosto przed siebie i na pewno nie wracać do wejścia, dlatego
tak też uczyniła.
Nie przeszły kilka kroków, gdy ni
stąd, ni zowąd doszedł jasnowłosą odgłos czyichś kroków. Obydwie odwróciły się z
tym wyjątkiem, iż młoda Kerutano celowała teraz swoją bronią w napastnika!
Wampiry faktycznie dobrze widziały, nawet w egipskich ciemnościach, więc Yuki, będąc jedną z nich, potrafiła, również zrozumieć, iż postacią, w którą celowała
dziewczyna, był Zero. Lorelainne trzymała go dokładnie na muszce swojego
pistoletu, rewolweru, czy czegoś tam. Szczerze? W ogóle nie znała się na broni
palnej.
W przeciwieństwie do
zaniepokojonej Kuran, srebrnowłosy nie wykazywał żadnej oznaki strachu. Jakby
za dobrze ją znał, by sądzić, że strzeli...
Yuki zareagowała automatycznie i w mgnieniu oka pojawiła się przed Kiriyu, osłaniając go.
Yuki zareagowała automatycznie i w mgnieniu oka pojawiła się przed Kiriyu, osłaniając go.
- Bardzo cię proszę,
przestań! - zrobiła minę zbitego psa, a przynajmniej tak to wyglądało według
Kerutano. - My... Jesteśmy prefektami, widzisz? - Yuki wskazała na specjalną
opaskę, umieszczoną na zarówno jej, jak i chłopaka ramieniu. Dziewczyna powoli
opuściła broń.
- Co za różnica...
Wampir to wampir. - mruknęła, odwracając wzrok. - Lepiej chodźmy, nim nastanie
świt.
Mimo, że propozycja blondynki
została reszcie bezwzględnie narzucona, wszyscy zgodnie przystali na jej
warunki. W końcu... Mieli jakieś inne wyjście?
Droga do gabinetu dyrektora
niezwykle im się dłużyła. Na dodatek mijała w milczeniu, jeszcze bardziej
potęgując wyczuwalne między ową trójką napięcie.
Yuki, usiłując rozluźnić niemiłą
atmosferę zamierzała powiedzieć z wymuszonym uśmiechem "A ty jak się
nazywasz?", lecz zanim wydobyła z siebie choćby jedno słowo, złotowłosa
wyczuła ręką klamkę i otworzyła drzwi.
Oczom młodej Kerutano ukazał się
lekko podstarzały mężczyzna z dość długimi włosami, spiętymi w kucyka.
Wpatrywał się w coś, co mieściło się za oknem.
Ku wielkiemu zdziwieniu brunetki,
przybyszka obejrzała się za siebie i to nie tak, żeby sprawdzić, czy ktoś za
nimi idzie, tylko jakby chciała sprawdzić, kim był ten, w kogo wymierzyła
wcześniej swoją broń. Jeszcze bardziej zdumiała się, gdy zauważyła, że
blondynka otworzyła minimalnie, a jednak szerzej, oczy. I jakby tego było mało,
nic nie powiedziała... Mimo, że Yuki dostrzegła ten mały płomyk emocji w oschłej
i twardej jak stal blondynce, wciąż zastanawiała się, kim tak naprawdę jest nowo przybyła dziewczyna. Nim się spostrzegła, odwróciła się znowu przodem do
dyrektora.
- O, Kerutano-san!
Nie wiedziałem, że zjawisz się tu tak szybko! - zaśmiał się uradowany dyrektor,
lustrując wzrokiem blondynkę. Musiał mieć trochę opóźniony zapłon, skoro
dopiero teraz się zorientował, iż ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym się
obecnie znajdował...
- Do rzeczy! -
zniecierpliwiła się Lorelainne. Jakoś nie miała ochoty sterczeć tam cały
dzień. Zresztą, już i tak deszcz porządnie ją zmoczył, więc mógłby ktoś łaskawie
pozwolić jej w spokoju przebrać się w suche ubrania.
- Oj, Kerutano-san...
- mężczyzna tylko machnął lekceważąco ręką, a blond dziewczę wzdrygnęło się,
gdy zwrócił się do niego "Kerutano-san". - Trzeba cieszyć się chwilą!
- blondynka popatrzyła na niego jak na wariata, przez co najwyraźniej poczuł
się nieswojo i ucichł na chwilę. - W każdym bądź razie... Wezwałem cię tutaj,
żeby powiadomić cię, że dołączysz do Klasy Dziennej.
- Tylko tyle? -
zdziwiła się nastolatka. - Nie mógł mi pan od razu tego powiedzieć? - spytała
zbulwersowana.
- Wiesz... - dyrektor
po raz kolejny się zafrasował. - Wystąpiły pewne komplikacje, obawiałem się o
ciebie Kerutano-san... - młodej damie nie podobał się sposób, w jaki się do
niej zwracał, lecz tym razem zachowała spokój i nawet nie drgnęła. - Yuki,
Kiriyu-kun... - zwrócił się do pary młodych ludzi, którzy odwrócili wzrok,
podczas krótkiej wymiany zdań między łowcą wampirów a nowo przybyłą uczennicą.
- Moglibyście oprowadzić ją po szkole? - zapytał z ciepłym uśmiechem. Bardziej
brzmiało to jak prośba, niż rozkaz, chociaż blondynce facet i tak nie przypadł
do gustu.
- H-hai! - odparła
zgodnie brązowowłosa. Lorelainne właśnie tego się spodziewała. Ani mru - mru.
Żadnego słowa sprzeciwu. On tę wampirzycę chyba oswoił... Na to przynajmniej
wyglądało.
Za to srebrnowłosy w ogóle się
nie odzywał. Miał nieobecny wzrok, jakby nad czymś poważnie się zastanawiał...
Blondynka rzuciła przelotne spojrzenie chłopakowi, a po dłuższej chwili odwróciła się na pięcie i wyszła. Brunetka naturalnie ruszyła za nią. W końcu, co by było, gdyby idąc ciemnymi korytarzami, napotkała na swej drodze jednego ze studentów Nocnej Klasy? Mogłoby się to źle skończyć dla jednego z jej pobratymców... Oczywiście z góry założywszy, że incydent z bronią wymierzoną w drugiego prefekta, nie był czystym przypadkiem, a sama Lorelainne nie posiadała czasem kłów. Choć...
Blondynka rzuciła przelotne spojrzenie chłopakowi, a po dłuższej chwili odwróciła się na pięcie i wyszła. Brunetka naturalnie ruszyła za nią. W końcu, co by było, gdyby idąc ciemnymi korytarzami, napotkała na swej drodze jednego ze studentów Nocnej Klasy? Mogłoby się to źle skończyć dla jednego z jej pobratymców... Oczywiście z góry założywszy, że incydent z bronią wymierzoną w drugiego prefekta, nie był czystym przypadkiem, a sama Lorelainne nie posiadała czasem kłów. Choć...
Yuki, nie posiadała takiego
małego móżdżka, jakby się mogło na początku zdawać. Wzięła pod uwagę jeszcze
jedno - to, że nowa uczennica mogła posiadać rangę Łowcy i przybyła na wezwanie
dyrektora, żeby pilnować Nocnej Klasy. Ale przecież już wyznaczono do tego
zadania prefektów! To jest... Ją i Zero. Mimo to... Do Kaiena mogły dotrzeć
wieści, iż sobie z nimi nie radzą. Tylko kto tu tak naprawdę zawinił, co? Ona
czy raczej ten ktoś, co całymi dniami błądził sobie myślami w głąb
przeszłości?! Ona się dawno z tym pogodziła. Nigdy nie będą razem. Tak już
widocznie musi być. Poza tym... Należała teraz do Kaname, a nie miała
najmniejszego zamiaru go zdradzać.
Oczywiście wampirzyca stała na
czele pochodu, który oprowadzał nowo przybyłą uczennicę. Za nią szła posępnym
krokiem dziewczyna, a drugi prefekt trzymał się na końcu. Przez całą drogę na
twarzy blondynki malowała się głęboka melancholia.
Yuki spojrzała na blondynkę przez
ramię. Świadomość niebezpieczeństwa nie dawała jej spokoju. W końcu ona
posiadała broń i to bez wątpienia na pewne długowieczne istoty, które się w tej
szkole uczyły. Młodsza z rodzeństwa Kuran po zapachu bardziej obstawiałaby, że
jest człowiekiem, ale coś w jej woni ją niepokoiło. Aczkolwiek mogła się mylić,
gdyż nie przyzwyczaiła się jeszcze do swego nowego życia. Lecz wciąż nurtowało
ją jedno pytanie: Co Kerutano łączy z Zero? Gdyby naprawdę była łowczynią,
wyjaśniałoby to ich skomplikowane relacje i usprawiedliwiałoby jej szok po
widoku przemienionego Kiriyu. A co jeśli…? Brunetka potrząsnęła głową, chcąc
odegnać od siebie złe myśli. Na pewno nie została tu przysłana w celu zabicia
go. Władzę nad całym Związkiem Łowców sprawował teraz pan Yagari i raczej mało
prawdopodobne, żeby chciał śmierci swojego własnego ucznia. Chyba, że była kimś
w rodzaju najemnika… Ale kto pragnąłby jego śmierci poza jej bratem? Kaname by
raczej tego nie zrobił. Nawet nie pofatygowałby się, żeby kogoś wynająć. A
jednak uważała, iż już dość wycierpiał, patrząc jak jego ukochana jest przez
innego męczona, a ona się z tym w stu procentach zgadzała, bo nie mogło być
inaczej. Właściwie to się lekko zdziwiła, gdy po pierwszym ich spotkaniu tutaj,
nie pozbawił jej życia. Co prawda, dyrektor mógł maczać w tym palce, ale
pożądanie słodkiego łudzenia się i powolnego odkrywania prawdy okazało się zbyt
wielkie, by się mu oprzeć. Uznała więc, że bezsensownym jest głowienie się nad
tym i lepiej poczekać, aż wszystko samo się rozwiąże.
Nagle odgłos jeżdżących po
podłodze kółek walizki Lorelainne zaczął niepomiernie ją denerwować. Nigdy,
będąc człowiekiem, nie potraktowałaby tego jako swego rodzaju hałas. A teraz
tak było. Łeb jej pękał od każdego usłyszanego dźwięku, a wciąż pojawiały się
nowe. Pierwsza myśl, jaka ją w tej chwili naszła, wiązała się z ucieczką,
gdzie pieprz rośnie, z dala od wszelkiego źródła bólu. Z drugiej strony… Nie
mogła przecież zostawić ich samych, bo nie wiadomo, jakby się to skończyło.
Raczej mało prawdopodobne, aby blond panienka skończyła jako jego przekąska,
ale lepiej dmuchać na zimne. Tak, czy inaczej... Yuki uspokoiła wreszcie myśli
i mogła normalnie funkcjonować. Do, już i tak sporej liczby pytań, dołączyło
jeszcze jedno - czy Kerutano widzi w ciemnościach? Nie wierzyła w to, iż
dziewczyna jest wampirem, jednak coś jej świtało, że może mieć jakiś związek ze
światem nocy. Zazwyczaj wszystkie zapytania kierowała do Kaname, lecz teraz go
przy niej nie było i zamierzała poradzić sobie sama. Być może trochę się
zagalopowała i wręcz uczuliła na nowo poznaną osobę, natomiast prócz pytań o
jej zdolności i relacje, coś jeszcze ją ciekawiło. Choć na to chyba nikt, nawet
dyrektor nie zamierzał odpowiedzieć... Kiedyś walnęłaby do każdej uczennicy
prosto z mostu, za to w chwili obecnej wolała udawać nieświadomą.
W pewnym momencie wyrwała się z
zamyślenia, gdyż dotarli właśnie do pokoju, mającego należeć do jasnowłosej. Na dodatek drugi prefekt je wyminął i skierował się w przeciwną stronę,
do swojego akademika.
- Zero, gdzie
idziesz? – zapytała cicho brunetka, pamiętając, która to godzina.
- Nie chce mi się z
wami gadać – odparł jedynie srebrnowłosy, nie zwalniając kroku.
- Zero – wyszeptała Yuki. Nie mogła za nim pobiec, zostawiając nowo przybyłą uczennicę bez żadnych instrukcji i nie zapytawszy ją wcześniej, czy nie zechciałaby zostać oprowadzona po szkole.
- Idź do niego – Lorelainne machnęła niedbale ręką. – Poradzę sobie sama.
- Na pewno? - blondynka pokiwała głową. - W takim razie... - zawiesiła głos, wciąż jeszcze nie wierząc w to, co usłyszała. Jej rozmówczyni najwyraźniej jej nie lubiła, ale potrafiła chociaż okazać trochę serca i zrozumieć zaistniałą sytuację. A może to wszystko było zasługą pozycji, jaką zajmowała czerwonooka? Brązowowłosa już sama nie umiała się w tym połapać. Bądź, co bądź, w chwili obecnej najważniejszy zdawał jej się Kiriyu. Tak więc skłoniła się w geście podziękowania i wyruszyła na poszukiwania chłopaka. Raczej nie uda się jej przemówić mu do rozsądku, choć kiedyś dokładnie jej słuchał. Wbrew powszechnym mniemaniom, zdarzało jej się czasami tęsknić za przeszłością.
Gdy dotarła wreszcie do skrzydła męskiego
dormitorium, zrobiła krok w przód, a potem poczuła, że nogi odmawiają jej
posłuszeństwa. Usiłowała przełknąć gulę, która zagnieździła jej się w gardle.
Nie potrafiła.
Padał
rzęsisty deszcz, więc z coraz to nowszymi kroplami, stawała się bardziej mokra. Stała
jak wryta, nie mogąc się poruszyć ani nawet wydusić jednego słowa.
Niepotrzebnie tu przychodziła… Lepiej, żeby Zero przemyślał to wszystko w
samotności, niźli jeszcze ona miała go dodatkowo strofować… Czegokolwiek jego
myśli dotyczą.
Wampirzyca
po raz ostatni obróciła się na pięcie, by odszukać wzrokiem całkowicie skryty
za chmurami księżyc, natomiast potem rozpłynęła się pośród nieustających strug wody.
✶✶✶
Lorelainne
zrzuciła przemoczony do suchej nitki płaszcz i padła jak długa na łóżko. Ledwo
uraczyła muśnięciem spojrzenia swój pokój, taka była zmęczona. Cóż poradzić? Długotrwała
podróż do Akademii, uczyniła z niej prawdziwą szmacianą lalkę, niezdolną do
absolutnie żadnego ruchu. Nastolatka
westchnęła znużona. Dopiero zagrała pierwszy akt na scenie, a czuła się, jakby
uszły z niej wszelkie siły życiowe. Jeżeli miała tu jakiś czas pobyć, powinna
się do swojego nowego lokum przyzwyczaić. Patrzenie na nierozpakowaną walizkę jedynie wzmagało jej wycieńczenie, więc czym
prędzej podniosła oczy ku sufitowi.
Wyciągnęła
otwartą dłoń w górę. Czemu przepełniała ją taka pustka... Przecież nic nie
zrobiła. Przeszedł ją zimny dreszcz. Zwróciła swój wzrok na okno. Nadal
padało. Tak się działo, odkąd sięgała
pamięcią… Chyba.
Wydała z siebie ciężkie
westchnienie. Swoją drogą spotkała ją niezła niespodzianka. Ale i tak się z
niej nie cieszyła. Trochę jak Pinokio, napotykający starych znajomych. Zaśmiała
się do siebie ponuro. Dokładnie. Biedna, głupia kukła, która zaledwie raz
spróbowała wziąć udział w sztuce, a jednak ją to odmieniło. Ona nie zamierzała
podzielić jej losu. NIGDY.
- Gra się zaczyna –
powiedziała to na głos, choć w pokoju znajdowała się ino ona. – A właściwie…
Już się zaczęła.
̃ ☾♕☽̃
Na początku powinnam Was przeprosić za tyle czasu zwłoki =.=
Rozdział napisany już trzymałam od paru miesięcy, tylko nie umiałam tego
przepisać. Trafiło mi się potem zapalenie tchawicy, dlatego… Cóż, brak czasu i
tydzień zawalony testami również mówiły same za siebie. Dobra… Ostatecznie go
wstawiłam. Wybaczcie, że nie nagrałam
swojego głosu, ale mam drobny problem z mikro i lapem ;-; Był kłopot z wybraniem broni dla
Lorelainne, bo się nie znam, więc… Ostatecznie postawiłam na broń palną, nie
wiadomo jakiego modelu xD Widzicie, jak moja kreska kuleje? Ech… Nienawidzę, a
jednocześnie kocham rysować -.-‘ Taka ironia. Na dodatek… Nie przeszkadza Wam
chyba to, że na okładce jest angielski tytuł? *używała do tłumaczenia starego
słownika matki* Wszystkie ładne czcionki nie odpowiadały w moim programie polskim
znakom ;/ Soł… Miejmy nadzieję, iż z czasem będzie lepiej. A kiedy wena mi wróci,
ruszę na skomentowanie zaległych postów Waszych blogów…
EDIT: Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! Jak pewnie już zauważyliście (zauważyłyście?), zmieniłam tapetę bloga na bardziej nawiązującą do kwitnącej wiśni (sakury). Jako ktoś, kto robił prezentację o Japonii i dostał 50/50 punktów (choć tego tematu mi nie zlecono) spróbuję Wam to jakoś logicznie wytłumaczyć... W Kraju Wschodzącego Słońca podczas wiosny kwitną wiśnie, które niestety nie dają owoców, ale są piękną ozdobą ^^ To tyle xD
EDIT: Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! Jak pewnie już zauważyliście (zauważyłyście?), zmieniłam tapetę bloga na bardziej nawiązującą do kwitnącej wiśni (sakury). Jako ktoś, kto robił prezentację o Japonii i dostał 50/50 punktów (choć tego tematu mi nie zlecono) spróbuję Wam to jakoś logicznie wytłumaczyć... W Kraju Wschodzącego Słońca podczas wiosny kwitną wiśnie, które niestety nie dają owoców, ale są piękną ozdobą ^^ To tyle xD




3 komentarze:
Zapraszam na nowy rozdział VN pt. "Pan nieidealny" :)
Zapraszamy na nowy rozdział :)
Kolejny rozdział, zapraszamy! :)
Prześlij komentarz